Większe zestawy pojazdów ciężarowych to mniej pojazdów na drogach, a tym samym niższa emisja CO2 – przekonują zwolennicy wprowadzenia na rynek tzw. mega ciężarówek. Ten sam efekt można jednak uzyskać przenosząc ładunki na kolej – przypominają przeciwnicy tego rozwiązania. Tym bardziej że mniej pojazdów oznacza także… mniej pracy dla niewielkich przewoźników drogowych.
Szykowane przez Unię Europejską rozwiązania związane z dopuszczeniem do ruchu po drogach zestawów pojazdów o długości do 25,25 m i wadze do 60 ton mogą zachwiać równowaga rynku transportowego – przekonuje Adrian Furgalski, przewodniczący Railway Business Forum, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Jak podkreśla, największym przegranym byłaby kolej, która już dziś traci część tradycyjnych przewozów towarowych. Nową szansą dla niej są przewozy intermodalne. Te jednak mogą zostać wyparte przez gigantyczne ciężarówki. – Od lat inwestujemy miliardy euro w modernizację infrastruktury kolejowej i terminale intermodalne, by przenosić ciężkie ładunki z dróg na kolej, a proponowane zmiany podważają sens tych działań i osłabiają rozwój transportu kombinowanego –
zwracał uwagę Adrian Furgalski we wspólnym stanowisku organizacji działających na rzecz rozwoju kolei.
Jak przypomniał, Komisja Europejska zakłada, że do 2030 r. znacząca część przewozów na dystansach powyżej 300 km powinna zostać przeniesiona z dróg na kolej. Większe ciężarówki mogłyby działać dokładnie odwrotnie – zachęcać do dalszego rozwoju transportu drogowego kosztem torów.
Furgalskiego nie przekonują argumenty o spadkach emisji CO2. Te, jego zdaniem byłyby niewielkie, a jeśli mowa o ekologii, to najkorzystniej wśród środków transportu i tak wypada kolej.
Marginalizacja kolei, to jednak według niego niejedyny skutek szykowanych zmian. Poszkodowani będą także mniejsi przewoźnicy drogowi, a to na nich przede wszystkim opiera się polski rynek. Małe firmy, które dziś świadczą usługi transportowe przy pomocy kilku pojazdów, nie będą w stanie wyposażyć swoich firm w gigalinery. Zwyczajnie nie będzie ich na to stać.
– Na nowych rozwiązaniach skorzystaliby najwięksi gracze, reprezentujący głównie kapitał zagraniczny – ocenia Adrian Furgalski. To z kolei oznaczałoby dalszą koncentrację rynku i presję konkurencyjną na rodzime firmy transportowe, które już dziś mierzą się z rosnącymi kosztami paliwa, wynagrodzeń i leasingu. Przewaga konkurencyjna ze strony największych operatorów logistycznych dodatkowo by wzrosła.
Dodatkowym, ważnym aspektem są potencjalne koszty infrastrukturalne – cięższe pojazdy szybciej zużywają nawierzchnię dróg, a to oznacza wyższe wydatki na ich naprawę. Pojawienie się dłuższych zestawów nie pozostanie bez wpływu także na bezpieczeństwo ruchu.
Uzasadnieniem dla wprowadzenia gigalinerów mogłoby być, zdaniem Adriana Furgalskiego, wykorzystanie ich jako uzupełnienie transportu kolejowego, przy dowozie towarów do terminali przeładunkowych, na krótszych dystansach.